
piątek, 27 lutego 2009
Średniowieczny śmiech i współczesny seks

niedziela, 22 lutego 2009
Podróż w czasie
Pamiętacie scenę z "Żywota Briana" - Jezus przemawiający do ludu, i nagle z ostatniego rzędu słychać okrzyk "Głośniej! nic nie słychać!". Pamiętam, że wtedy pomyślałem sobie - hm, ciekawe, czy to naprawdę tak mogło wyglądać.

Książka Daniel-Ropsa odpowiada na to i wiele innych pytań.
Autor, z dokładnością japońskiego turysty, opisuje nam jak wyglądała Palestyna i jej mieszkańcy 2000 lat temu. Jak się ubierali, co czytali, gdzie mieszkali, jakie wykonywali zawody, czy się perfumowali, co i kiedy jedli... Lista zagadnień poruszonych przez Henri Daniel-Ropsa jest niewiarygodnie rozbudowana, a każde z nich opisane jest wnikliwie i przystępnie. Czytając "Życie codzienne" miałem wrażenie, że opisuje ona rzeczywistość znaną Autorowi z autopsji.
Największą wartością tej książki jest uświadomienie czytelnikowi, jak wiele naszych obecnych zwyczajów ma swoje korzenie w izraelskich rytuałach sprzed 20 wieków; dziś wiele z nich stosujemy nie zdając sobie sprawy, co one tak naprawdę oznaczają i jaki przekaz ze sobą niosą.
"Życie codzienne w Palestynie" pozwala nam zrozumieć samych siebie. A także odkrywa przed nami fascynujący świat tradycji, praw i zwyczajów Narodu Wybranego
czwartek, 19 lutego 2009
Richard Coeur de Lion

wtorek, 17 lutego 2009
Montjoie!

Joseph Bedier (opr.) "Pieśń o Rolandzie"
poniedziałek, 16 lutego 2009
Czekają na przeczytanie...
Recenzje już wkrótce!
niedziela, 15 lutego 2009
Diabelskie paski

Za mną ostatnia z przetłumaczonych na język polski prac Pastoureau. Kto wypełni tę pustkę? Jeszcze się zastanawiam. Co do "Diabelskiej materii" nie zawiodłam się i jej autor nadal będzie jak dla mnie dzierżył palmę pierszeństwa.
piątek, 13 lutego 2009
Write, minstrel, write! *

Michel Pastoureau "Średniowieczna gra symboli"
Na ilustracji: karta "Codex Manesse" opisywanego przez Pastoureau
niedziela, 8 lutego 2009
Śniadanie mistrzów

Często zapominamy o tym, że pisarze to także czytelnicy - mający swoich ulubionych twórców, lektury, książkowe zachwyty. I dopiero takie książki jak "Po śniadaniu" uświadamiają nam, że ich styl, stosunek do literatury, sposób narracji nie wzięły się z niczego, tylko są efektem godzin spędzonych nad powieściami swych poprzedników.
Eustachy Rylski, jeden z najlepszych współczesnych polskich pisarzy, w króciutkim "Po śniadaniu" przedstawia nam sylwetki siedmiu ważnych dla siebie twórców: Hemingwaya, Turgieniewa, Camusa, Błoka, Malraux, Iwaszkiewicza oraz Trumana Capote. Opisuje ich tak, jak często charakteryzujemy kumpli z lat młodości - z mieszaniną zachwytu, tęsknoty za dreszczem przyjaźni ale też i z dystansem i pewną zgryźliwością. Rylski wie, że pewne lektury się zestarzały, że męskość Hemingwaya dziś bardziej śmieszy niż fascynuje, że świat Trumana Capote bezpowrotnie przepadł, ale zdaje sobie sprawę, że to właśnie oni i ich książki ukształtowały jego pisarstwo.
I za to jest im wdzięczny. A wraz z nim - wdzięczni jesteśmy i my, odbiorcy doskonałych powieści Rylskiego.
I nawet jeśli pewne fragmenty "Po śniadaniu" odstają in minus od reszty (vide rozdział poświęcony Malraux) nie zmienia to mojego odbioru całości. To lektura obowiązkowa!
A Wy, drodzy Czytelnicy, jakich pisarzy umieścilibyście w swojej wersji "Śniadania"?
środa, 4 lutego 2009
Polsko-rosyjskie rozczarowanie...

wtorek, 3 lutego 2009
Kino bezpośrednie
Mirosław Przylipiak "Kino bezpośrednie 1960-1963"
Tak się złożyło, że niemalże jednocześnie umieszczamy z Violet swoje wpisy - więc przy okazji zachęcam do przeczytania jej postu poświęconego postaci Vlada, zwanego Drakulą.
Tematyka mojej lektury jest zdecydowanie mniej krwawa.
Mimo wszystko do lektury "Kina bezpośredniego" podszedłem z lekką obawą. Dlaczego? Otóż nie widziałem żadnego z opisanych w niej filmów! Nie mogłem więc skonfrontować lektury z własnymi odczuciami, musiałem całkowicie zawierzyć słowu pisanemu.
REWELACYJNIE! Przylipiak zdaje sobie sprawę, że mało który z jego czytelników miał okazję zapoznać się z opisywanymi dziełami, pisze więc plastycznie i obrazowo, byśmy wyobraźnią mogli nadrobić "pewne braki" w swej filmowej edukacji.
Przylipiak nie tylko doskonale opisuje założenia ruchu, ale także z zacięciem opisuje niekonsekwencje jego członków, ich ukłony w stronę dokumentu tradycyjnego, ustępstwa na rzecz klasycznej formy i nieortodoksyjne podejście do własnych haseł.
Książka opisuje pierwszy ["pionierski"] okres w historii nurtu.
Teraz zaczynam szukać tomu opisującego lata późniejsze.
Historia pewnego wampira(?)
