piątek, 18 lutego 2011

Wstydliwy relikt

Drodzy Czytelnicy, jak się czujecie jako przedstawiciele elity? Tej wąskiej, dziwacznej, hermetycznej grupki, która w ciągu ostatniego roku przeczytała więcej niż trzy strony drukowanego tekstu?
A kto wie, może nawet jesteście członkami heretyckiej sekty, owej tajemniczej masońskiej mafii tych, co to udało im się spotkać w roku ubiegłym z 24 książkami - a jest Was, jak źródła podają  całe 5 (pięć) procent społeczeństwa!
Tak, wąskie (coraz węższe) grono czytających może deliberować nad ogłoszonymi niedawno danymi, może szukać rozwiązań (biblioteki, drogi panie, tylko biblioteki w miastach, miasteczkach i wsiach! Nieprawda - tanie e-booki, oto przyszłość i szansa na wzrost czytelnictwa! Nieprawda, darmowa marchewka dodawana do każdej książki, oto szansa....) albo pomstować na ciemnogród i zachwycać się własną elitarnością.
Ale cała ta debata, pro-książkowe programy ministerstw i urzędów nic nie zmienią.
Głosimy wszem i wobec, że żyjemy w epoce Wiedzy, w kulturze Umysłu - ale tak naprawdę jesteśmy społeczeństwem pławiącym się w płytkim bajorku szybkiej i łatwej rozrywki. Tu obejrzymy zabawny filmik, tu wrzucimy focię na fejsa, a tu skomentujemy status e-przyjaciela.
W społeczeństwie hedonizmu i lekkostrawnej popkultury książka jest archaizmem, wstydliwym reliktem ciemnych wieków analogowej kultury.
W książce nie ma miejsca na komcie, słitaśne focie i  na przycisk "lubię to".
Dla młodzików budujących z hukiem nowy wspaniały świat książka nie jest powodem do dumy - jest dziwadłem walającym się po zakurzonych półkach, jednofunkcyjnym gadżetem bez gniazdka usb i opcji synchronizacji danych. Badziew, po prostu.

13 komentarzy:

Elenoir pisze...

Bynajmniej elitą się nie czuję:). Nie mam też zamiaru ubolewać nad stanem czytelnictwa w Polsce. Natomiast szkoda mi bardzo wielu młodych ludzi, którym nikt nie pokaże, ile frajdy można czerpać z książek.

clevera pisze...

Dopóki będzie się oszczędzać na oświacie i bibliotekach, to czytelnictwo spadnie niedługo do 10%. Zostaną tylko blogerzy:DDDD

insider pisze...

@ Elenoir - nie sądzę, by problem polegał na tym, że nikt im nie pokaże, ile frajdy można czerpać z książek - wielu z nich po prostu nie chce sięgać po książki, uważają to za coś passe. Poza tym, wg badań - poziom czytelnictwa spada wraz z wiekiem, najsłabiej wypadają emeryci i renciści

insider pisze...

@clevera: i natenczas blogerzy świata utworzyli kółko wzajemnej adoracji, w którym rozpaczali nad upadkiem świata i starodawne woluminy sobie opisywali

Ysabell pisze...

Można by narzekać na dzisiejsze czasy i "Ach tą dzisiejszą młodzież" (Bo młodzież, jak wiadomo dzieli się na dobrą i ach tą dzisiejszą...) gdyby nie drobny z pozoru fakt, że jakoś w innych krajach te statystyki wyglądają zupełnie inaczej. I wychodzi na to, że i współcześnie ludzie mogą czytać, więc to Twoje rozumowanie nie do końca się trzyma.

A jako elita czuję się zdecydowanie dobrze, dziękuję. A Ty? :)

insider pisze...

@Ysabell - w innych krajach też spada - tylko, że z trochę innego poziomu.
Np Francuzi rozpaczają, że 1/3 z nich nie czyta (najgorszy wynik w historii); u nas taki poziom byłby uznany za rewelacyjny.

Z elitarnością jest mi dobrze - nawet, jeśli jest to elitarność dziwaków i okularników :>

kasia.eire pisze...

Taki był kawał, jak psychiatra leczył pacjenta, który stary, ale nadal się moczy. I nic, nie udało mu się. Drugi go przejął i ci się spotykają na jakims sympozjum po kilku miesiącach i ten się pyta - uleczyłeś tego X, co się moczyl? On na to - myślę, że tak. Nadal się moczy, ale teraz jest z tego dumny.
Nawiązując do tego, co napisałaś -
Lubię badziewie i jestem z tego dumna.

Libraia pisze...

Nie znam osobiście, nie mam takiej osoby wśród swoich znajomych, która czytałaby chociaż połowę tego, co ja, ani nawet takiej która czytałaby trzecią, a nawet czwartą część tego, co ja.
Z książką czuję się dyskryminowana - choć bliscy chwalą moje oczytanie, elokwencję nieustannie zadają sobie pytanie: po co ona tyle czyta? nie woli porobić czegoś innego? Albo wyrwie im się: łomatko, po co tej dziewczynie tyle książek, pieniędzy nie ma na co wydawać?!
Wśród znajomych niedowierzanie, gdy widzą mnie w pracy z książką na kolanach, jedząca śniadanie: ty czytasz? a o czym? romanse jakieś?
U chłopaka: ale nie gniewasz się, że robię teraz ten kurs programowania w javie? Odpowiadam: nie, niby czemu? On na to: bo jak ty sięgasz po książkę, to ja mam wrażenie, że się nudzisz i mam wyrzuty sumienia.

Jakże byłoby miło, gdyby w tego typu uwagach można było usłyszeć głównie podziw. Może mogłabym się wtedy poczuć elitarnie: ojej, Ty czytasz książki! Jakże Ci zazdroszczę, że masz do tego tyle zapału!

Niemniej jednak staram się być z tego dumna. Jestem dumna, że czytam książki. Jestem dumna, że wydają na nie za dużo pieniędzy. Jestem dumna, że mogę powiedzieć: bo to kocham! albo: nie, niekoniecznie romans, akurat czytam mrożący krew w żyłach thriller.
Szkoda, że nie każdy to docenia.

insider pisze...

@ kasia.eire - dobre :> też zaczynam być dumny...
@ Libraia - widzisz, już Cię postrzegają jako inną.. witaj w naszej sekcie

Domi pisze...

Libraia- bardzo mi się podoba Twoja wypowiedź, a nad tym postem bardzo się uśmiechnęłam, elita się nie czuję, chociaż po opublikowaniu tych mizernych statystyczek moja Mama się śmiała, że ja wyrabiam normę za kilkunastu Kowalskich. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie to nie będziemy już nawet masonami tylko wymarłymi reliktami jak dinozaury...

insider pisze...

@ Domi - ale pomyśl, jakże ciekawymi wykopaliskami będą nasze regały dla archeologów za x lat. Oglądając skamieniałe woluminy będą się zastanawiać, jakie to dziwne bóstwo było obiektem tego kultu

Violet pisze...

Po pierwsze: uwielbiam być wyjątkowa:)tak, jestem egocentryczką i lubię kiedy się podkreśla, że takich ludzi jak ja jest coraz mniej. Jak może jeszcze troche pożyję, to znajdę się na okładce TIMESa pod tytułem "Oczytana i piękna"(muszę tylko popracować nad tym drugim...).
Po drugie: postulat z dodawaniem marchewki do książki uważam za BARDZO słuszny! Wreszcie nikt by nie mówił mól książkowy(bo ten owad jest wątpliwej urody i mam wrażenie, że ktoś wtedy pije nie tylko do mojego czytelnictwa), ale królik! Hmmm, królik to symbol płodności...muszę jednak głębiej zastanowić się nad tą zmianą...
Fantastyczny wpis:)Pozdrawiam!

insider pisze...

@ Violet: na okładkę Timesa zasługujesz jak najbardziej. To tylko kwestia czasu :>
A co do marchewki - przy najbliższej książkowej okazji Ci kupię, obiecuję