środa, 5 sierpnia 2009

Nad książką usiadłam i się nie wzruszyłam...


Paulo Coelho "Zwycięzca jest sam"


Moja przygoda z Coelho zaczęła się osiem lat temu. Zdążyłam przed powszechnym wybuchem coelhomanii zachłysnąć się tą literaturą i znudzić się nią.

Pierwsza wpadła mi w ręce "Piąta góra", potem "Alchemik" i "Podręcznik wojownika światła", który dla mnie był dowodem, że Paulo Coelho zaczyna mieć o sobie wygórowane mniemanie. Kiedy przeczytałam "Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam" byłam już pewna, że książki mają bardzo intrygujące tytuły i nieciekawą zawartość. Twórczość Coelho stała się dla mnie synonimem new age'owej paplaniny.


Teraz po ośmiu latach przerwy dostałam na urodziny "Zwycięzca jest sam". Zabrałam się za lekturę z dużą dozą rezerwy i uprzedzenia. Na szczęście w najnowszej książce Coelho znalazło się więcej miejsca na ciekawy portret psychologiczny bohatera-psychopaty, niż pseudoreligijne dywagacje. Na okładce reklamują "Zwycięzca jest sam" jako thriller - z tym bym nie przesadzała, ale trochę napięcia Coelho wprowadził do akcji.


"Zwycięzca jest sam" można określić jako łatwą, lekką książkę wakacyjną.


Coelho już mnie nigdy chyba nie zachwyci. Mam natomiast nadzieję, że kolejny prezent, który właśnie zdjęłam z regału, przyniesie coś nowego, intrygującego, bo mam wielką ochotę na odkrycie czegoś naprawdę dobrego!

3 komentarze:

dededan pisze...

Ja przeczytałam tylko Alchemika i stwierdziłam, że autor już za życia przygotowuje się do beatyfikacji :) Nie ciągnie mnie do jego książek.

Violet pisze...

Bardzo ładnie to ujęłaś:)

insider pisze...

Coelho nie znam wcale - więc się wypowiem :D
Zawsze odbierałem go jako typową literacką gwiazdkę, typu Wharton albo Carroll (którymi kiedyś się zaczytywałem)...
teraz szkoda mi czasu na takie lektury, pozostawiam je innym.