niedziela, 10 lipca 2011

Nie wszystko złoto, co skandynawskie

Leif GW Persson "Między tęsknotą lata a chłodem zimy"

Sprawa miała być prosta - po przeczytaniu 'n' opasłych, wciągających skandynawskich kryminałów sięgam po kolejne głośne, szwedzkie dzieło i się zachwycam, kolejne tomy dokupuję, po necie informacji o autorze szukam, zaś ową wiekopomną prozę wszem i wobec polecam.
Cóż.. niby wszystko jest ok. Tomiszcze jest spore, ponad 600 stron - więc pierwszy warunek szwedzkiego bestsellera spełniony. Długi, nie-do-zapamiętania tytuł, odpowiednio mroczna okładka z 'wciągającymi' zwiastunami. Głośna zbrodnia - zabójstwo Olofa Palme -  jako (rzekomo) główny temat książki.
 Co z tego, skoro po wyciśnięciu akcji i wyrzuceniu zbędnych ozdobników i wstawek zostaje nam... niewiele. Intryga w "Miedzy tęsknotą..." nie jest nadmiernie skomplikowana, nie zaskakuje czytelnika, zaś kolejni bohaterowie i kolejne sceny nie wprowadzają nowych zaskakujących faktów, nie dodają nowych szczegółów. Po prostu SĄ, tak jakby autorowi płacono od strony.
Czytając tę książkę miałem wrażenie, że autor nie lubi swych bohaterów. Każdy z nich jest skażony - albo jest faszystą, albo seksualnym dewiantem, albo nieudacznikiem. Albo faszystowskim, zboczonym nieudacznikiem. Nawet te z postaci, które w jakiś cudowny sposób nie są skrajnie negatywne, nie dostąpiły od autora zaszczytu zostania Prawdziwą Postacią Pierwszoplanową, zdolną porwać za sobą czytelnika, wciągnąć go w akcję. Ot, przez książkę przewija się cały tabun literackich postaci, które nas ani ziębią, ani grzeją, a często wręcz nudzą.
Być może wątki zaczęte w "Między tęsknotą..." znajdą rozwinięcie i wyjaśnienie w kolejnych tomach trylogii. Ale, przyznam szczerze, raczej po nie nie sięgnę - na chwilę obecną nie potrzebuję kolejnego książkowego rozczarowania.

1 komentarz:

BookEater pisze...

czuję się skutecznie zniechęcona...