środa, 23 listopada 2011

Słowo silniejsze niż obraz

Hubert Selby Jr "Requiem dla snu"
Wieki temu, bodajże na organizowanym przez Romana Gutka festiwalu "Nowe Horyzonty" obejrzałem film Darrena Aronofsky'ego "Requiem dla snu". Film był genialny, mocny, gęsty od psychoz i paranoi. Wychodząc z sali kinowej długo debatowaliśmy o poszczególnych scenach, (rewelacyjnej) muzyce, napięciu - i marzyliśmy o tym, by sięgnąć do literackiego pierwowzoru.
To ostatnie udało mi się dopiero teraz. Mając w pamięci emocje wywołane filmem obawiałem się, czy tekst okaże się równie powalający co obraz - jak się okazało jest jeszcze lepszy.
Bohaterowie "Requiem" od pierwszej do ostatniej strony staczają się po równi pochyłej. Każdy z nich ma swoją własną drogę do zatracenia; dla Harry'ego to heroina, dla jego matki Sary - świat telewizji i obsesja na punkcie odchudzania. I choć wydawałoby się, że sytuacja Sary jest lepsza (przynajmniej pod względem społecznej akceptacji), to w powieści Selby'ego każda obsesja jest równie niszcząca i równie nieubłagalnie prowadzi do zagłady.

Jeśli szukacie prozy pełnej nadziei, romantyzmu i humoru - omijajcie "Requiem" z daleka.
Jesli chcecie literatury brutalnej, prawdziwej i zapierającej dech w piersiach - sięgnijcie koniecznie.

Za udostępnienie książki dziękuję wydawnictwu Niebieska Studnia.

5 komentarzy:

jaka ja? pisze...

film uwielbiam! a na książkę ciągle poluję;) obecnie jestem w połowie "Piekielnego Brooklynu", innej książki tego autora. jest ciężka, brudna i hm... "ryje psychę". ale myślę, że warto.

insider pisze...

@ jaka ja: "Piekielny Brooklyn" już jest na mojej liście.

mojeksiazki pisze...

Chyba film lepszy ...

awiola pisze...

Oglądałam fil ale książki jeszcze nie czytałam. Na pewno zajrzę..:)

insider pisze...

@ awiola: przeczytaj koniecznie! i podziel się wrażeniami.