W "Polityce" 17(2804) znalazłem bardzo ciekawy artukuł Nocą pisze się zbyt łatwo - o natręctwach i rytuałach pisarzy.
Kto pisze 10 stron każdego dnia, a kto tylko 15 słów? Kto tworzy na stojąco, a kto leżąc na kanapie z drinkiem w dłoni? Kto pielęgnuje swe pisarskie rytuały, a kto rzuca się na żywioł?
Poniżej, na zachętę - kilka cytatów:
Marek Krajewski:
Pracuję zawsze od 5 rano przez pięć godzin z bardzo krótką przerwą na, jak to mawiano w polskim Lwowie, półśniadanie (kawa i mała kanapka). W czasie pracy unikam wszystkiego, co może mnie rozpraszać, nie słucham muzyki, nie otwieram Internetu, nie czytam gazet, nie odbieram telefonów, nie piję alkoholu.
Janusz Rudnicki:
Nigdy po alkoholu. (Dlatego w kraju piszę tak mało). Próbowałem, oczywiście, ale na drugi dzień czytałem toto z takim uczuciem żenady, że nie było innego wyjścia, musiałem zatopić je, to uczucie, alkoholem. Człowiek sobie myśli, że jest władcą kosmosu (...) A tu albo porozrzucane chaotyczne, poskręcane, drewniane wióry, albo jakiś gulasz, gotowany na zupełnie niestrawnej, bezbrzeżnej arogancji. Piłeś? Nie pisz!
Stefan Chwin:
Każdy pisarz ma swoje pięć minut. Należy wierzyć, że mamy je jeszcze przed sobą.
Ignacy Karpowicz:
Pisząc, muszę mieć przed oczyma coś jednolitego, żadnych obrazków, najlepsza jest pomalowana na jakiś kolor ściana
wtorek, 26 kwietnia 2011
niedziela, 24 kwietnia 2011
środa, 13 kwietnia 2011
Mijamy się nie widząc wzajem
Poranna godzina, w autobusie pierwsze egzemplarze homo laborans. Każdy z nich to jakaś historia, odcięta od innych słuchawkami, gazetą albo nieobecnym spojrzeniem w widok zza brudnej szyby.
Ot choćby ten wielki, łysy facet - czarne wypastowane glany, mocno używane czarne bojówki, duża, ciepła kurtka (oczywiście czarna). Ze skupioną miną wczytuje się w notatki nagryzmolone (czarnym) długopisem w szkolnym zeszycie. Zeszyt jest nieduży, 16-kartkowy. Z okładki uśmiecha się Hello Kitty. Różowa.
Młoda dziewczyna, ostentacyjnie modna, ostentacyjnie zadbana. Gdybym znał się na ubraniach to pewnie potrafiłbym docenić markę, jakość i cenę. W drobnej dłoni trzyma gazetę, w środku zdjęcia ludzi, których nie znam, o których nigdy nie słyszałem. Rozwody, miłości, rozstania i nowe diety. Dziewczyna przegląda gazetę niedbale, jakby znała już te wszystkie historie od dawna. W końcu odkłada ją na bok, sięga do torby; wyciąga książkę, na okładce nazwisko Gombrowicza. Czerwone tipsy zaczynają wertować strony.
Chłopak w nieokreślonym wieku. Ubrany w stylu urzędnik wyluzowany, nowy iphone w dłoni, zawzięcie stuka w ekran. Modna kurtka, jeansy; tylko buty, ze śladami zaschniętego błota psują nieco wizerunek. Chłopak chowa iphone'a do kieszeni. Parzy na buty, po chwili sięga po chusteczkę i zawzięcie zaczyna usuwać błoto.
Stary mężczyzna. Nie potrafię przypomnieć sobie jak był ubrany, chyba płaszcz... czy miał torbę? Walizkę? Nie pamiętam. Zapamiętałem tylko wielkiego, kosmatego, pluszowego misia. Starszy pan, z uśmiechem większym od swej pomarszczonej twarzy wiózł go na siedzeniu obok. Miś też się uśmiechał. Wyglądali jak starzy kumple w drodze na imprezę.
Mijamy się nie widząc wzajem
Czego innego wypatrując w dali Pidżama Porno - Antifa
Ot choćby ten wielki, łysy facet - czarne wypastowane glany, mocno używane czarne bojówki, duża, ciepła kurtka (oczywiście czarna). Ze skupioną miną wczytuje się w notatki nagryzmolone (czarnym) długopisem w szkolnym zeszycie. Zeszyt jest nieduży, 16-kartkowy. Z okładki uśmiecha się Hello Kitty. Różowa.
Młoda dziewczyna, ostentacyjnie modna, ostentacyjnie zadbana. Gdybym znał się na ubraniach to pewnie potrafiłbym docenić markę, jakość i cenę. W drobnej dłoni trzyma gazetę, w środku zdjęcia ludzi, których nie znam, o których nigdy nie słyszałem. Rozwody, miłości, rozstania i nowe diety. Dziewczyna przegląda gazetę niedbale, jakby znała już te wszystkie historie od dawna. W końcu odkłada ją na bok, sięga do torby; wyciąga książkę, na okładce nazwisko Gombrowicza. Czerwone tipsy zaczynają wertować strony.
Chłopak w nieokreślonym wieku. Ubrany w stylu urzędnik wyluzowany, nowy iphone w dłoni, zawzięcie stuka w ekran. Modna kurtka, jeansy; tylko buty, ze śladami zaschniętego błota psują nieco wizerunek. Chłopak chowa iphone'a do kieszeni. Parzy na buty, po chwili sięga po chusteczkę i zawzięcie zaczyna usuwać błoto.
Stary mężczyzna. Nie potrafię przypomnieć sobie jak był ubrany, chyba płaszcz... czy miał torbę? Walizkę? Nie pamiętam. Zapamiętałem tylko wielkiego, kosmatego, pluszowego misia. Starszy pan, z uśmiechem większym od swej pomarszczonej twarzy wiózł go na siedzeniu obok. Miś też się uśmiechał. Wyglądali jak starzy kumple w drodze na imprezę.
Mijamy się nie widząc wzajem
Czego innego wypatrując w dali Pidżama Porno - Antifa
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Doskonała i bardzo kiepska książka o Rosji

Andrzej Wróblewski "Podróż po Rosji"
Ta niewielka książeczka z serii Obieżyświat wydawnictwa Prószyński i S-ka, trafiła w moje ręce w czasie kolejnej wizyty w bibliotece.
Autor zebrał opowieści człowieka, ukrywającego się pod pseudonimem Marek Z., który zjadł zęby na mniejszych i większych interesach z rosyjskimi, a wcześniej radzieckimi, kontrahentami.
Książeczka zachwyca swoją anegdotyczną formą - historie opowiadane ze swadą i humorem, zachwycają od pierwszej do ostatniej strony. Bliski gatunkowo rosyjskiemu skazowi, tok swobodnej narracji, sprawia wrażenie, że te zabawne opowieści snuje nasz bliski kolega siedząc z nami przy wódce i marynowanych grzybkach.
Marek Z. jak mało kto poznał Rosjan i potrafił stworzyć ich sympatyczny obraz. Mimo, iż niejednokrotnie został oszukany, czy wręcz perfidnie oskubany przez Wschodnich Braci, to nie stracił do nich serca.
"Przejażdżkę po Rosji" polecam z czystym sumieniem, bo gdybym wystawiała oceny przeczytanym lekturom - ta dostałaby szóstkę!
Ken Kalfus "Rosyjskie fantazje"
To książka, którą dostałam w prezencie od Mamy. Bez okazji. Po prostu "bo to coś o Rosji", jak dobitnie sugeruje tytuł i okladka.

Czytałam Kalfusa przez kilka dni i to nie z braku wolnego czasu. Autor po pierwszych dwóch opowiadankach mnie do siebie zniechęcił, ale, że nie lubię zostawiać książek niedoczytanyc,a status książki jako prezentu trochę jednak zobowiązywał - w końcu ujrzałam ostatnią stronę.
Autor dzięki żonie trafił na cztery lata do Moskwy, ale odnoszę wrażenie, że niewiele z niej zrozumiał. Czytając "Rosyjskie fantazje" nie mogłam się oprzeć wizji turysty, który zrobił masę zdjęę i opowiada mi o egzotycznym kraju. Z tym małym zastrzeżeniem, że fotki opisał po swojemu: to jest taki ichni kościół z kolorowymi wieżyczkami, widać, że budując go wzorowali się na naszym Disnaylandzie.
Wulgarny seks, przemoc i szczypta obcej mowy nie czynią jeszcze z książki bestselleru...przynajmniej w moich oczach.
Rażąca jest również korekta (z litości pomińmy nazwisko korektora), jak i przekład...
Wszystko w tej książce kuleje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)