Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carlos Ruiz Zafon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carlos Ruiz Zafon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2011

Książki ładne, ale o niczym...


Wśród wielu dobrych książek o książkach, których ,m.in. na fali "Cienia wiatru" Zafona, przybyło, pojawiły się także lektury mierne. Sama pożyczałam je z biblioteki, czy od rodziny, bo skusił mnie opis z tyłu książki, a czasem nawet sama okładka.
Niechlubnym numerem jeden na mojej liście "Piękne, ale nie warte czytania" jest "Księga bez tytułu" autorstwa Anonima. Okładka, jak już się rzekło, spodobała mi się, ale treść była tak słaba, że szkoda mi czasu, który na nią poświęciłam. Nawet najbardziej zagorzali fani wampirów, starych ksiąg i szybkiej akcji, muszą czuć się po prostu rozczarowani po tej lekturze.


Numerem dwa oznaczyłabym "Antykwariusza" Juliana Sancheza, jednak tym razem zniechęcona po pierwszych trzydziestu stronach odłożyłam lekturę. Zniechęciły mnie do dalszego czytania żenująco sztuczne dialogi, przesadzone opisy, które zamiast budować atmosferę tajemniczości mimowolnie bawiły swym infantylizmem oraz sztampowość. Przez to ostatnie rozumiem brak wyobraźni autora umieszczającego akcję swojej powieści w Barcelonie (a gdzieżby indziej?!), głównym bohaterem jest antykwariusz-erudyta ze snobistycznymi przyzwyczajeniami, a tajemnica kryje się (a jakże!) w cudem ocalonym XIV-wiecznym rękopisie.

Trzecie miejsce na mojej czarnej liście jest póki co puste. Mam nadzieję, że jeszcze długo takim pozostanie.

PS.Nie wiem czy gratulować, czy potępiać wydawnictwo, które wypuściło obie opisywane przez mnie książki. W końcu okładki spełniły swoją rolę - przyciągnęły do siebie moją uwagę. Można więc ich krytykować, można chwalić, a co pewne - można się załamać...Zwłaszcza, kiedy oficyna łączy się z inną firmą i teraz połowę jej oferty stanowią książki, a połowę ogrodowe krasnale z fotokomórką (wyczuwając ruch krasnal zaczyna chrapać) i podświetlane fontanny...


PPS. Żeby nie posądzono mnie o stronniczość, muszę przyznać, że ostatnio z tego samego wydawnictwa wpadła mi do rąk bardzo sympatyczna pozycja "Biblioteka cieni" Mikkela Birkegaarda. Też książka o książkach bardzo miła lektura na lato - polecam:)

piątek, 20 maja 2011

Książka pożerająca

Carlos Ruiz Zafon "Książę Mgły"
Opowiadanie Zafona jest faktycznie pożerające, książkę przeczytałam jednym tchem - i jak już dawno nie było - zasiedziałam się do późnej nocy.

 "Księciu Mgły" przylepiono etykietę, że jest to lektura dla młodzieży. Moim skromnym zdaniem nie jest(zbyt makabryczna). Nie jest niestety także dla dorosłych(straszący nas Książę jest zbyt nierealny). Pomimo tego, także ku swojemu zdziwieniu, uważam, że warto było ją przeczytać.

Zafon znów czaruje słowem i to czaruje niezwykle. Jako jeden z nielicznych autorów, może dla mnie pisać książki o nieprzekonywującej treści, bo nie to stanowi o wartości tych lektur.
Jego opowiadania warto czytać dla samej przyjemności obcowania z pięknymi zdaniami - tutaj wielki ukłon dla pary tłumaczy. Stopniowo budowaną atmosferą napięcia oraz cudownymi mini opisami misternie wykonanych przedmiotów, których aż chciałoby się dotknąć,Zafon jak dla mnie nadrabia niedostatki fabuły.
Zafon, to świetna lektura na lato. Warto jednak zabrać ze sobą nie jeden jego tytuł, bo po góra dwóch dniach nie będziemy mieli co czytać...

środa, 30 grudnia 2009

Trzecia wizyta w Barcelonie

Carlos Ruiz Zafon "Marina"
Tuż przed świętami (przypadek?) ukazała się trzecia na polskim rynku książka autora "Cienia wiatru" - "Marina".
Kilka tygodni temu, szukając w internecie informacji nt tej powieści spotkałem się z opinią, że należy ona do napisanego przez Ruiz Zafona cyklu "książek dla młodzieży" - cóż, w takim razie hiszpańska młodzież jest chyba trochę bardziej uodporniona na krwawe sceny i makabrę niż polska.
To co jest największym plusem tej książki, jednocześnie zalicza się do jej największych wad. Tajemniczy klimat Barcelony, tragiczna miłość, diabelski przeciwnik o skomplikowanej (i zwichrowanej) psychice, walka na śmierć i życie.
To wszystko już było, w "Cieniu wiatru" oraz "Grze anioła" - powiedzą jedni. I co z tego, zakrzykną drudzy, skoro ta proza i tak jest tak bardzo wciągająca!
Sam nie wiem, po której stronie się opowiedzieć. Z jednej strony czytając "Marinę" zdawałem sobie sprawę z jej wtórności (chociaż, gwoli prawdy, została ona napisana przed "Cieniem" i "Grą"), powtarzalności i schematyczności. Ale... pisarstwo Ruiz Zafona ma w sobie coś magicznego, co nie pozwala zakończyć lektury.
Gdyby ścisnąć treść "Mariny" i opisać jej fabułę w 5 zdaniach otrzymalibyśmy kiczowatą, ckliwą historyjkę.
I co z tego - ta książka i tak całkowicie pochłonęła mnie na kilka godzin.

piątek, 9 stycznia 2009

Wizyta na Cmentarzu Zapomnianych Książek


Zanim przystąpiłem do lektury "Gry anioła" od kilku osób [w tym od nieocenionej w książkowych recenzjach Violet] słyszałem, że książka owszem - niezła, ale jednak słabsza od debiutu Ruiz Zafona - "Cienia wiatru".
Sądzę, że ta opinia jest dla "Gry" bardzo krzywdząca. Powszechny zachwyt nad pierwszą powieścią tegoż autora spowodowany był niespotykaną wręcz świeżością stylu, genialnością w konstruowaniu bohaterów i cudowną zawiłością intrygi. To wszystko, i owszem, powtarza się w "Grze anioła" - ale czytelnicy chyba sie do takiego stylu przyzwyczaili i chcieli czegoś więcej.
A "Gra anioła" w wielu swych elementach przypomina swą poprzedniczkę. Jest "tylko" genialna, "tylko" porywająca, "tylko" niesamowita. :D
IMHO każdy pisarz byłby szczęśliwy, gdyby w takim stylu udało mu się powtórzyć  świeżość debiutu.
Akcja powieści rozgrywa się w Barcelonie, targanej politycznymi niepokojami; tu i ówdzie widać jeszcze pozostałości po dyktaturze Primo de Riviery, a za zakrętem czai się widmo wojny domowej. 
Główny bohater, David Martin, pracuje jako "przynieś-podaj" w redakcji brukowego pisemka. Oczywiście, jak każdy porządny, pomiatany przez ogół goniec marzy o karierze pisarskiej i skrycie zapisuje swe pierwsze próbki. Pewnego dnia los się do niego uśmiecha - jedno z jego opowiadań uzyskuje akceptację redaktora i ukazuje się drukiem.
Potem... kariera Davida rozwija się błyskawicznie, jako twórca mrożących krew w żyłach brukowych powieści "grozy" zdobywa popularność ludu Barcelony; i nie tylko - jednym z jego fanów okazuje się tajemniczy wydawca z Paryża, który proponuje napisanie Davidowi pewnej powieści.
I od tego momentu młody pisarz wkracza w tajemniczy świat zbrodni, magii i cierpienia.

A biedny czytelnik zarywa noce nie mogąc się oderwać.

Gdybym był drobiazgowy, mógłbym się przyczepić, że postać tajemniczego wydawcy  trochę nazbyt przypomina Lou Cyphera z książki "Harry Angel" Williama Hjortsberga; że wydawca się nie postarał i szata graficzna książki nieco się różni od "Cienia wiatru" przez co obie książki "gryzą" się na półce; że pod koniec powieści wszyscy bohaterowie "giną długo i szczęśliwie" niczym w amerykańskim filmie klasy B...
ale nie będę się czepiał, bo "Gra anioła" to naprawdę świetna książka. Polecam wszystkim i zapraszam do podzielenia się swoimi odczuciami po lekturze.

zobacz też:

piątek, 28 listopada 2008

Hiszpańskojęzyczna ofensywa

Są książki, których nie znajdziemy na listach klasyków literatury, ale w niektórych wypadkach to pewnie tylko kwestia czasu. Pokusiłam się wybrać z tegorocznych lektur te, które ja wpisałabym do kanonu. Oczywiście moje typy są bardzo subiektywne, choć każdy z nich postaram się obronić.



Pablo de Santis


Jak trafiłam na de Santisa? znów przypadek(?) W bibliotece szukałam lektury na chybił trafił. Za kryterium obrałam tym razem stan książki, miała być nowa, jeszcze nie 'sczytana'. I tak sięgnęłam po "Przekład", "Teatr pamięci" i "Kaligrafa Woltera". W takiej właśnie kolejności i co ciekawe, tak też po przeczytaniu ustawiłabym je według wartości. Do klasyków ze stuprocentowym przekonaniem dołączyłabym"Przekład". Świetna książka z genialnym zakończeniem. Ciekawa intryga, język i estetyka. Dla mnie równie ważne było to, że pomimo, iż de Santis jest Argentyńczykiem, w jego literaturze nie czuć tego iberoamerykańskiego naturalizmu. Jego bohaterowie to nie są macho, tylko zwykli faceci z krwi kości!



Arturo Perez-Reverte


Kolejny hiszpańskojęzyczny kandydat do kanonu literatury. Jego twórczość można podzielić na trzy nurty:



  • powieści detektywistyczne
  • cykl opowiadań o kapitanie Alatriste
  • zbeletryzowane wspomnienia z pracy korespondenta wojennego.



Któregoś lata powzięłam zamiar przeczytania wszystkiego co Reverte napisał i co było dostępne po polsku. Zaczęłam od powieści detektywistycznych i najlepsze według mnie były: "Klub Dumasa", "Szachownica flamandzka" i "Fechtmistrz"(wszystkie trzy zostały sfilmowane, ale nie otrzymały zbyt pozytywnej opinii autora...). Jednak i w tej trójce brakowało jednej dość istotnej rzeczy. Mianowicie Reverte to mistrz intrygi i paprania zakończeń!

Po detektywach sięgnęłam po cykl powieści o przygodach kapitana Alatriste w stylu 'płaszcza i szpady'. Po tej lekturze wyciągnęłam trzy wnioski: albo jestem za stara na taką literaturę, albo Reverte przynudza, albo jedno i drugie. Poległam przy drugiej części i do pozostałych już nie zajrzałam. Może powstający film z Viggo Mortensenem przekona mnie do ponownej próby zaprzyjaźnienia się z kapitanem Alatriste:)

Do ostatniego nurtu pisarstwa Pereza-Reverte zaliczyłabym na razie jedną książkę - "Terytorium Komanczów". Jest to zbeletryzowany reportaż opowiadający o dwóch godzinach z wojny na Bałkanach, w którym przeplatają się retrospektywy z innych dni wojny. Bardzo dobra i mocna rzecz, w której autor zawarł kwintesencję swojej pracy reporterskiej. Trafność spostrzeżeń i rezerwa z jaką Reverte opisuje obrazy wojny uderzają swoim autentyzmem i surowością. Tą lekturą Hiszpan wpisuje się w kanon literatury.

W ostatnim roku przeczytałam jego "Huzara" - opowieść z pogranicza reportażu wojennego i powieści obyczajowej, która udowadnia, że każda wojna jest taka sama. W podobnym tonie, choć tu miejsce obyczaju zajmuje powieść detektywistyczna, był "Batalista". To opowiadanie daje nikłą nadzieję na to, że Reverte zacznie szlifować zakończenia:)

Carlos Ruiz Zafon

Kolejny Hiszpan o nieprzeciętnym talencie. U nas znany jako autor dwóch powieści: "Cień wiatru" i "Gra anioła". Książki połączone są ze sobą miejscem akcji (Barcelona) oraz częścią bohaterów(m.in.księgarze Sempere). Szkoda, że po genialnym "Cieniu", przyszła tylko bardzo dobra "Gra",w której po 600 stronach intrygi brakuje dobrego zakończenia i rozwiązania. Wielka szkoda, bo jak widać po polskim debiucie Zafona - potrafi. Nie mogę więcej zdradzać i ujawniać fabuły, ponieważ Insider jeszcze jej nie czytał, a nie będę mu odbierać przyjemności:)