
Niechlubnym numerem jeden na mojej liście "Piękne, ale nie warte czytania" jest "Księga bez tytułu" autorstwa Anonima. Okładka, jak już się rzekło, spodobała mi się, ale treść była tak słaba, że szkoda mi czasu, który na nią poświęciłam. Nawet najbardziej zagorzali fani wampirów, starych ksiąg i szybkiej akcji, muszą czuć się po prostu rozczarowani po tej lekturze.

Numerem dwa oznaczyłabym "Antykwariusza" Juliana Sancheza, jednak tym razem zniechęcona po pierwszych trzydziestu stronach odłożyłam lekturę. Zniechęciły mnie do dalszego czytania żenująco sztuczne dialogi, przesadzone opisy, które zamiast budować atmosferę tajemniczości mimowolnie bawiły swym infantylizmem oraz sztampowość. Przez to ostatnie rozumiem brak wyobraźni autora umieszczającego akcję swojej powieści w Barcelonie (a gdzieżby indziej?!), głównym bohaterem jest antykwariusz-erudyta ze snobistycznymi przyzwyczajeniami, a tajemnica kryje się (a jakże!) w cudem ocalonym XIV-wiecznym rękopisie.
Trzecie miejsce na mojej czarnej liście jest póki co puste. Mam nadzieję, że jeszcze długo takim pozostanie.
PS.Nie wiem czy gratulować, czy potępiać wydawnictwo, które wypuściło obie opisywane przez mnie książki. W końcu okładki spełniły swoją rolę - przyciągnęły do siebie moją uwagę. Można więc ich krytykować, można chwalić, a co pewne - można się załamać...Zwłaszcza, kiedy oficyna łączy się z inną firmą i teraz połowę jej oferty stanowią książki, a połowę ogrodowe krasnale z fotokomórką (wyczuwając ruch krasnal zaczyna chrapać) i podświetlane fontanny...

PPS. Żeby nie posądzono mnie o stronniczość, muszę przyznać, że ostatnio z tego samego wydawnictwa wpadła mi do rąk bardzo sympatyczna pozycja "Biblioteka cieni" Mikkela Birkegaarda. Też książka o książkach bardzo miła lektura na lato - polecam:)


