Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Le Carre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Le Carre. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 marca 2011

Moja krótka lista

Ruch na książkowym rynku coraz większy - co rusz pojawiają się nowi "kultowi" autorzy, modne nurty (skandynawskie kryminały, arabska publicystyka, wschodnioeuropejska prowincjonalność). Z radością biorę udział  w tym bibliofilskim galopie, z euforią wskakuję w nowe rejony i odkrywam nieznane.
Ale jakoś tak się składa, że kilku (-nastu?) autorów od lat mi towarzyszy, regularnie do nich wracam, a ich książki, mimo że zaczytane "na śmierć" ani myślą o udaniu się na emeryturę.
Oto krótki przegląd niektórych przypadków:
  • Philip K. Dick - pierwsze poważne literackie zauroczenie. Popkulturowe odpady, narkotyczne wizje, psychiczna niestabilność, olbrzymia wyobraźnia, doskonały styl. Wybuchowa mieszanka.
  • Joe Alex - autor najbardziej "zachodnich" z polskich kryminałów. Udane połączenie klasyki z popkulturą. Tu nie liczy się intryga, nie jest ważne "kto zabił". Liczy się uczucie, że "nasi też potrafią". W czasach minionych - bezcenne. Dziś - wzruszające.
  • John Le Carre - jeden z nielicznych autorów, który potrafi napisać dobrą powieść szpiegowską, nie ocierając się o kicz i banał. Walki wywiadów w jego wykonaniu to nie Bond vs Mata Hari - to biurokratyczne machiny, mielące z równą obojętnością plany wrogów jak i lojalność własnych ludzi. 
  • Henning Mankell  - przykład, że bycie pisarzem dobrym można połączyć z popularnością. Chłód Skanii, mroczne zakamarki mieszczańskich umysłów, banalność zła. 
  • Adam Wiśniewski - Snerg - twórca nieco chyba zapomniany. Odkryłem go późno, zbyt późno. Ale z błyskawicznym tempie zabrałem się za nadrabianie zaległości. Wielowymiarowa, wieloznaczna, mroczna i  zdehumanizowana fantastyka, która rzekomo zainspirowała twórców Matrixa. Po lekturze powieści Snerga każde podwórko zaczyna wyglądać trochę bardziej... obco.