sobota, 15 sierpnia 2009

Walczymy z chamstwem w sieci

Internet to medium o olbrzymim potencjale - dzięki niemu można zmienić świat (a przynajmniej próbować, co często przynosi zaskakująco pozytywne efekty). Niestety, znaczna część sieciowej treści to wulgarny bełkot, agresja, zwykłe chamstwo i zawiść, o czym może przekonać się każdy czytający komentarze pod informacjami na portalach. Występowanie tego typu zjawisk wywołuje opór, często prowadzący wręcz do chęci cenzurowania internetu.

Krążąc po różnych blogach natrafiłem na akcję "Internet bez chamstwa" - jej autorzy dążą do tego, by zmienić Sieć nie odgórnymi nakazami i zakazami, ale swoistą "pracą u podstaw". Chcesz kulturalnego netu - zacznij od siebie, zaprzestaj agresji w komentarzach, na forach; nie stosuj niepotrzebnych wulgaryzmów i personalnych ataków.

Czy ta akcja przyniesie jakikolwiek skutek? Nie wiem; ale jeśli dzięki niej choć jeden komentarz na onecie będzie ciut lepszy, to już będzie dobrze.

Dlatego też umieszczam logo akcji na blogu. I zachęcam do tego innych.

środa, 5 sierpnia 2009

Nad książką usiadłam i się nie wzruszyłam...


Paulo Coelho "Zwycięzca jest sam"


Moja przygoda z Coelho zaczęła się osiem lat temu. Zdążyłam przed powszechnym wybuchem coelhomanii zachłysnąć się tą literaturą i znudzić się nią.

Pierwsza wpadła mi w ręce "Piąta góra", potem "Alchemik" i "Podręcznik wojownika światła", który dla mnie był dowodem, że Paulo Coelho zaczyna mieć o sobie wygórowane mniemanie. Kiedy przeczytałam "Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam" byłam już pewna, że książki mają bardzo intrygujące tytuły i nieciekawą zawartość. Twórczość Coelho stała się dla mnie synonimem new age'owej paplaniny.


Teraz po ośmiu latach przerwy dostałam na urodziny "Zwycięzca jest sam". Zabrałam się za lekturę z dużą dozą rezerwy i uprzedzenia. Na szczęście w najnowszej książce Coelho znalazło się więcej miejsca na ciekawy portret psychologiczny bohatera-psychopaty, niż pseudoreligijne dywagacje. Na okładce reklamują "Zwycięzca jest sam" jako thriller - z tym bym nie przesadzała, ale trochę napięcia Coelho wprowadził do akcji.


"Zwycięzca jest sam" można określić jako łatwą, lekką książkę wakacyjną.


Coelho już mnie nigdy chyba nie zachwyci. Mam natomiast nadzieję, że kolejny prezent, który właśnie zdjęłam z regału, przyniesie coś nowego, intrygującego, bo mam wielką ochotę na odkrycie czegoś naprawdę dobrego!

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Lwica na tropie


Wczoraj skończyłem czytać kolejną książkę Henninga Mankella o inspektorze Wallanderze - "Białą lwicę". Lekturę zaczynałem oczekując dobrego stylu, ciekawej akcji i całego mnóstwa wnikliwych socjologicznych obserwacji... i nie zawiodłem się.
Z jedną różnicą - tym razem bezlitosnej krytyce Mankella zostało poddane nie tylko (rzekomo szczęśliwe, tolerancyjne i swobodne) społeczeństwo Szwecji, ale także mieszkańcy odległej Republiki Południowej Afryki.

Akcja kryminału biegnie równolegle właśnie w tych dwóch państwach - grupa ultrakonserwatywnych białych rasistów planuje zabić Nelsona Mandelę, lidera czarnej społeczności. Na miejsce przygotowań, chcąc uniknąć niepotrzebnego ryzyka i w spokoju przeszkolić wynajętego snajpera wybierają ... tak, tak, cichą i odległą Szwecję.
Nie wiedzą tylko, że na swojej drodze spotkają pewnego walczącego z kryzysem wieku średniego miłośnika opery - Kurta Wallandera, dla którego każde nowe śledztwo to swoista obsesja.

Doskonała książka, którą polecam wszystkim miłośnikom dobrej prozy - i dobrych kryminałów.
Książka ukazała się w ramach serii "Lato z kryminałem" Polityki - coroczna dawka dobrego czytania za przystępną cenę.

niedziela, 19 lipca 2009

Książka utrapienia


Jerzy Pilch "Miasto utrapienia"

Jerzy Pilch jest znany z tego, że pięknie i gładko potrafi pisać... o niczym. Gdy czytałem "Bezpowrotnie utraconą leworęczność" albo "Pod Mocnym Aniołem" zachwycałem się stylem, ironią i kunsztem autora - ale po zakończonej lekturze nie umiałem w kilku prostych słowach powiedzieć "o czym była ta książka".

Mimo to, aż do momentu, gdy do mych rąk trafiło "Miasto utrapienia", do twórczości Pilcha sięgałem chętnie.

Niby wszystko jest zgodnie z Pilchowym schematem - gładkie zdania, sarkazm, alkoholowo-erotyczne nawiązania i cała plejada oryginałów z małego górskiego miasteczka; ale gdzieś po drodze została zgubiona ta niepowtarzalna aura, gdzieś zniknął oryginalny literacki sznyt - zamiast nich pojawiły się kiepskie historie, jeszcze gorsze erotyczne wstawki polane zbyt dosłownym sosem, a to wszystko okraszone zupełnie porwaną, niekonsekwentną akcją pełną zbędnych akapitów.

Szkoda, bo Jerzy Pilch zasługuje na to, by pisać lepsze powieści. Cóż, każdy autor ma prawo do gorszego dzieła.


czwartek, 2 lipca 2009

Łańcuszek

Zostaliśmy zaproszeni przez M do "łańcuszka" Podejmujemy zabawę.

Oto

odpowiedzi od Violet

1. Czy myślałeś/aś kiedyś o tym, że fajnie byłoby poznać osobiście blogowiczów książkowej blogosfery i dowiedzieć się o nich więcej niż to co mówią przez przeczytane książki?

To, co mi bardzo odpowiada w blogu, to właśnie anonimowość. Tą, na którą tylu sarka. Dla mnie ona jest schronieniem i wolałabym, zeby tak zostało:)

2. Czy kiedykolwiek najbliższe otoczenie dało Ci odczuć, że uważa Twoje zamiłowanie do czytania za śmieszne i niemodne?

Za śmieszne i niemodne to raczej nie, bo przecież to taka intelektualna rozrywka. Jednak za pożeracza czasu i owszem.

3. Czy odczuwasz czasem niepohamowaną chęć posiadania książki, którą widzisz w witrynie księgarni?

Czasem (i to bardzo rzadko) nie odczuwam takiej niepohamowanej chęci. Wybieranie się z pustym portfelem na miasto jest moją metodą na okiełznanie zakupów - jeśli coś naprawdę chcę mieć, to wrócę po to.


odpowiedzi od Insidera:

1. Czy myślałeś/aś kiedyś o tym, że fajnie byłoby poznać osobiście blogowiczów książkowej blogosfery i dowiedzieć się o nich więcej niż to co mówią przez przeczytane książki?

Kawa, przydymione światła... i cała książkowa blogosfera pochylona nad stolikiem i debatująca zawzięcie na temat książek.

Tumult, krzyki, dźwięki tłuczonego szkła, pisk... hm, chyba jednak wolę spokojne czytanie wpisów przed ekranem. Ale to takie moje introwertyczne zboczenie.

2. Czy kiedykolwiek najbliższe otoczenie dało Ci odczuć, że uważa Twoje zamiłowanie do czytania za śmieszne i niemodne?

Znajomy wchodzi do pokoju. Rozgląda się. "Wszystkie je przeczytałeś??!! ... Naprawdę??!!"
Kręci z niedowierzaniem głową. Po chwili dodaje - "Dużo kurzu do ścierania, co nie?"

3. Czy odczuwasz czasem niepohamowaną chęć posiadania książki, którą widzisz w witrynie księgarni?

Zbyt często... mój portfel cierpi z tego powodu, ale "Nowa książka w dłoni... bezcenne"



Do udziału w łańcuszku zapraszamy:


http://rongorongo.blox.pl/html


http://prowincjonalnenauczycielstwo.blogspot.com/


Pytania:

1.Czy mając już daną książkę w jednym wydaniu, widząc jej wznowione wydanie, nie masz ochoty czasem kupić go?

2.Czy kupiłeś kiedyś książkę dla samej "fizycznej przyjemności" posiadania?

3.Czy często czytasz opinię na ostatniej stronie okładki, czy przy wyborze kierujesz się bardziej okładką kiedy nie znasz autora?